SZOK! Był totalnie pijany i wiózł dziecko. Zaparkował w….

Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Nowej Soli otrzymali informację o zdarzeniu drogowym w gminie Kożuchów.  Zaniepokojony mieszkaniec zgłosił, że ktoś wręcz zaparkował w  jego OGRODZIE, wcześniej taranując ogrodzenie. Przybyli na miejsce funkcjonariusze wyczuli od kierującego silną woń alkoholu… OKAZAŁO SIĘ ŻE MIAŁ 3 PROMILE! Jego czyn był tym bardziej nieodpowiedzialny, ponieważ wiózł 11 letniego syna. Okazało się również, że nie był to pierwszy tego typu wybryk tego kierowcy, wcześniej miał już odebrane uprawnienia za jazdę po alkoholu. Mężczyzna przed sądem odpowie  za narażenie osoby przebywającej pod jego opieką na niebezpieczeństwo oraz spowodowanie kolizji drogowej.

 

źródło: Onet, instagram

zgwałcił

Psychopata ZGWAŁCIŁ córkę podczas gdy jego żona…

Przed świętami Bożego Narodzenia w jednym z domów pod Gnieznem (woj. wielkopolskie) doszło do wyjątkowo ohydnej zbrodni. 40-letni Mirosław K. zgwałcił swoją 15-letnią córkę. Żona nie mogła obronić córki ponieważ w tym czasie…

 

W poniedziałek 18 grudnia żona Mirosława K. spod Gniezna bardzo źle się poczuła. Pojechała do szpitala, okazało się, że ma udar. W domu został jej mąż i nastoletnia córka.

 

Zboczeniec wykorzystał nieobecność swojej żony. Dwa dni po hospitalizacji małżonki, mężczyzna brutalnie zgwałcił 15-letnią córkę. Pokrzywdzona dziewczyna na szczęście zdołała uciec z domu i schronić się u sąsiadów, którzy powiadomili policję.

 

– Mirosław K. został zatrzymany i usłyszał dwa zarzuty dotyczące gwałtu oraz psychicznego i fizycznego znęcania się nad żoną i córką. Mężczyzna trafił na trzy miesiące do aresztu. Szczegółów sprawy nie mogę zdradzić ze względu na dobro pokrzywdzonej – powiedziała w rozmowie z Fakt24.pl Małgorzata Rezulak-Kustosz, p.o. Prokuratora Rejonowego w Gnieźnie.

 

Tragiczne zbydlęcenie.

 

Źródło: fakt.pl

dziecko

„Do śmierci własnego dziecka nie da się przyzwyczaić.” – poruszające świadectwo wiary!

Kolejna strata. Kolejne dzieciątko po Drugiej Stronie. I smutek, żal, łzy. Do śmierci własnego dziecka nie da się przyzwyczaić. Mogłoby się wydawać, że przecież takie małe, taki „zlepek komórek”, jak niektórzy mówią. Ale na USG widać główkę, rączki, nóżki. I bijące serduszko. Ten dźwięk słyszałam wielokrotnie. Jest cudowny.

 

Chciałoby się zaśpiewać za „Arką Noego”: „Ja jestem, ja żyję, moje serce bije!”. Dźwięk bijącego serca słyszałam wielokrotnie: wtedy, gdy rosły nasze dzieci, które cały czas są przy nas oraz wtedy, gdy nie dane mi było dzieci urodzić. Poroniłam kilka razy, w różnym okresie życia płodowego. Za każdym razem lekarze uprzedzali mnie, że w całej masie skrzepów ciężko mi będzie zobaczyć dziecko.

 

Tak było i tym razem. Raczej sceptycznie odnosili się do tego, że chciałabym zobaczyć dziecko. Mówili, że to dopiero 11 tydzień.

W tym ogromnym bólu ronienia doświadczyliśmy jednak z mężem ogromnej łaski: mogłam trzymać na mojej dłoni Joannę Marię. Byłam zaskoczona, że tak dokładnie widać jej maleńkie paluszki u nóżek i rączek, nosek, oczka, buźkę.

Słowa wdzięczności chciałabym wyrazić dla personelu Szpitala w Pyskowicach: w tej trudnej sytuacji cały czas z szacunkiem mówili o ludzkim życiu.

Zawsze byłam przeciwna aborcji, nie wyobrażałam sobie jednak, że u tak małego człowieka tak dokładnie ukształtowane są poszczególne części ciała.

Wiele miesięcy temu miałam też szansę pożegnać się z naszym synem Michałem. Nie było mi jednak dane trzymać jego ciała na dłoni. Po abrazji jego ciałko było rozszarpane. Można by przypuszczać, że stąd wzięła się próba przemycenia do głów matek i ojców pojęcia: „zlepek komórek”, czy „nic nieznaczący zlepek protoplazmy”.

Istnienie naszej Joanny mówi co innego.

 

Paulina Opozda

 

Źródło: stopaborcji.pl

chłopczyk

4-letni chłopczyk konał w męczarniach. Wszystko przez błąd…

Lekarka z Wielunia została oskarżona o spowodowanie śmierci czteroletniego chłopca. Według łódzkiej prokuratury lekarka popełniła tragiczny błąd, który przyczynił się do śmierci małego dziecka. Była to śmierć w męczarniach. Co dokładnie się wydarzyło?

 

W trakcie operacji przepukliny została uszkodzona ściana pęcherza moczowego. Lekarka wzięła ścianę pęcherza moczowego za worek przepuklinowy i zaszyła ją. Następnego dnia po operacji chłopiec zmarł. Akt oskarżenia w tej sprawie właśnie trafił do sądu choć sama operacja miała miejsce w 2014 roku. To wtedy 60-letnia lekarka operowała 4,5 letniego chłopca.

 

Krótko po operacji chłopiec zaczął narzekać na ból w okolicy operowanego miejsca. Wkrótce bolał go cały brzuch. Doszło do obrzęku. – Następnego dnia, zaczęła występować bladość, obfite pocenie oraz zasinienie ust i brzucha – czytamy w dokumentacji prokuratorskiej.

 

Po operacja stan dziecka stale się pogarszał. Zlecono badania laboratoryjne, konsultacje pediatryczną i wykonano USG jamy brzusznej. W końcu przewieziono pacjenta do innego szpitala. Stan chłopca był krytyczny. Po niespełna godzinie od umieszczenia dziecka na Oddziale Intensywnej Terapii dziecko zmarło.

Akt oskarżenia został oparty na specjalistycznych opiniach biegłych, które potwierdzają zasadność przedstawionych zarzutów. Sekcja zwłok wykazała, że śmierć dziecka nastąpiła na skutek niewydolności wielonarządowej w konsekwencji rozległego zapalenia otrzewnej, które rozwinęło się po zabiegu operacyjnym. W trakcie operacji doszło do błędu, polegającego na pełnym uszkodzeniu ściany pęcherza moczowego. – Lekarka uznała ścianę pęcherza moczowego za worek przepuklinowy i zamknęła go szwem chirurgicznym kończąc operację. Mimo istniejących wskazań do przeprowadzenia laparotomii zwiadowczej zaniechała takiej interwencji, co narażało pacjenta na dalszy rozwój powikłań, prowadzących do perforacji pęcherza moczowego i zapalenia otrzewnej. W konsekwencji doszło do śmierci dziecka.

 

Podczas przesłuchania, podejrzana nie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu i odmówiła złożenia wyjaśnień.

 

Prokurator Kopania: – Prokuratura Okręgowa w Łodzi skierowała do Sądu Rejonowego w Wieluniu akt oskarżenia przeciwko 60-letniej lekarce tamtejszego szpitala, zarzucając nieumyślne spowodowanie śmierci 4,5-letniego pacjenta. Kobiecie grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

 

Źródło: fakt.pl

dziecko

Nauczycielka urodziła dziecko w szkole, po czym szybko schowała je do torby!

W rosyjskiej Ufie rozegrała się tragedia. Nauczycielka urodziła dziecko w szkole, a następnie ukryła noworodka w torbie. Dziecko…

Kobieta została zawieziona do szpitala, ponieważ bardzo krwawiła. Dopiero w szpitalu przyznała się lekarzom co się stało. Medycy odnaleźli dziecko ukryte w torbie. Niestety noworodek nie przeżył.

 

Agencja RIA Nowosti podała, że kobieta ma już trójkę dzieci, jednak z nieznanych przyczyn, nie odwiedzała ginekologa będąc w czwartej ciąży.

 

Kobieta broni się twierdząc, że dziecko urodziło się już martwe. Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. Całą sytuacja to wielka tragedia, która dotknęła matkę i dziecko.

 

Źródło: rmf24.pl

lizzie

SKANDAL! Szpital nie chciał przyjąć RODZĄCEJ matki, więc urodziła na…

Lizzie pojechała razem z mężem do szpitala. Kobieta będąc w zaawansowanej ciąży miała poważne skurcze. Jednak pielęgniarki zbagatelizowały jej stan, powiedziały jej, że to jeszcze nie czas i niech wróci za 6 godzin. Kobieta nie zdążyła wrócić, niedługo potem przechodnie…

 

 

Blisko rok temu– 22 grudnia 2016 roku – Lizzie Hines wraz z mężem spakowała się i pojechała do University College London Hospital. Kobieta była przeświadczona, że wkrótce zostanie przyjęta na oddział i urodzi swoje dziecko. Pracownicy placówki zbagatelizowali jednak sytuację Lizzie. Powiedzieli jej, że skurcze nie są jeszcze aż tak częste i że ma wrócić za sześć godzin, to wtedy przyjmą ją normalnie.

Niespodziewany poród

 

Wiedziała jednak, że dojdzie do domu. Jej mąż zarezerwował dla nich pokój w pobliskim hotelu, jednak już pół godziny później Lizzie zaczęła rodzić. Zdążyli wyjść na zewnątrz i nie byli już w stanie zamówić taksówki. Lizzie ułożyła się na chodniku obok stacji metra Tottenham Court Road w Londynie.

Radość narodzin

– Wiedziałam, że rodzę. Nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa – napisała na Facebooku wspominając historię kobieta. Z tłumu przechodniów i gapiów wyłonił się lekarz. Podszedł, zaczął uspokajać Lizzie, zapewniał, że wszystko będzie dobrze. Jednak małemu Louisowi śpieszyło się na świat. – Dobrze pamiętam, jak leżałam na chodniku, widziałam kostki przechodniów i wiedziałam, co za chwilę się stanie. Pamiętam, jak dziecko zaczęło poruszać się gwałtownie we mnie. Próbowałam powiedzieć ludziom dookoła, że to już. „Jest tu!” – krzyczałam. Pamiętam dokładnie twarz mojego męża – pisze. Louis urodził się na chodniku.

 

 Cud Świąteczny

 

– Nie pamiętam, jak to się stało, że podniesiono mnie z chodnika, ale za to dobrze zapisało mi się takie zdanie, które usłyszałam z tłumu: „to świąteczny cud”. Jedna z przyglądających się wszystkiemu osób zdjęła swój szalik i owinęła nim maleństwo. Ktoś inny cudem znalazł wózek inwalidzki. Lekarz stwierdził, że chłopiec jest zdrowy.
Lizzie przyznaje, że ten poród wciąż wydaje się jej niemożliwy. Wspomina, że czuła się wtedy jak pijana. Mało do niej docierało, w tak wielkim była szoku.

 

Personel szpitala wydał oświadczenie, w którym przeprosił kobietę za swoje zachowanie.

 

Źródło: wp.pl

niemowlę

Brutalnie skatowali dwumiesięczne niemowlę! Są już w areszcie!

Dwumiesięczne niemowlę w ciężkim stanie zostało przywiezione do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie – Prokocimiu. Dzieciątko miało m.in. liczne złamania i siniaki. Lekarz, badający maluszka, od razu spostrzegł, że dziecko zostało okrutnie skrzywdzone i natychmiast zawiadomił policję. Mundurowi zaprowadzili rodziców dziecka za kraty. Na razie nie przyznają się do winy.

 

Rodzice przywieźli niemowlę do krakowskiego szpitala w niedzielę, 26 listopada. Dziecko znajdowało się w krytycznym stanie.  – Lekarz Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie stwierdził u dziecka, krwawienie do mózgu oraz liczne zestarzałe złamania, w tym żeber, obojczyków, kości udowej, kości podudzia, kości przedramienia, a także zasinienia – wylicza Janusz Hnatko, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

 

Dla lekarza z Prokocimia było jasne, że niemowlę jest maltretowane dlatego błyskawicznie zgłosił sprawę policji. W poniedziałek, 27 listopada mundurowi zatrzymali rodziców dziecka -26-letnią Milenę W. i 32-letniego Roberta H. – mieszkańców krakowskiej dzielnicy Krowodrza. – Rodzice usłyszeli zarzuty znęcania się fizycznego nad dzieckiem – informuje prokurator Janusz Hnatko. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował, że obydwoje najbliższe trzy miesiące pozostaną w areszcie. Matka i ojciec nie przyznaje się do winy. Dziecko w ciężkim stanie przebywa w szpitalu.

pralce

Tragedia rodziny! Znaleźli swoją 5 letnią córkę martwą w PRALCE!

​Prokuratura z rosyjskiego miasta Magadan prowadzi śledztwo w sprawie tragicznej śmierci 5-letniej dziewczynki. Rodzice znaleźli swoje dziecko w zamknięte pralce, bez oznak życia.

 

Z informacji jakie przekazała policja wynika, że 20 listopada rodzice zostawili swoją 5-letnią córkę samą w domu. Przez sześć godzin dziecko było pozostawione same sobie, bez żadnej opieki czy nadzoru. Gdy pod wieczór jej rodzice wrócili do domu, znaleźli ją martwą w zamkniętej pralce.

 

Biegli sądowi badają sprawę chcąc odkryć co dokładnie spowodowało śmierć dziewczynki. Wstępnie eksperci zakładają, że 5-latka zmarła w wyniku uduszenia się w zamkniętej przestrzeni.

 

Rosyjskie media napisały, że to nie pierwszy raz, kiedy rodzice dziewczynki znaleźli się pod lupą śledczych. W 2015 roku zarzucono im „niedopełnienie obowiązków związanych z utrzymaniem i wychowaniem dziecka”. Rodzina została wówczas zarejestrowana przez organy opiekuńcze.

FK

Źródło: rmf24.pl

dziecko

Rodzicu nie bądź głupi! Nie pchaj dziecka w wyścig szczurów!

Rodzic, którego w dzieciństwie pozbawiono możliwości doświadczania zwyczajności, nie będzie w stanie tolerować jej u własnego dziecka. Takie dziecko będzie dorastało pod ciągłym przymusem bycia kimś niezwykłym, za co zapłaci ceną utraty autentyczności. Czy zatem możemy cieszyć się zwyczajnością dziecka i nie wywierać na niego nieustannej presji? Czy potrafimy docenić cud jego zwyczajności? Czy potrafimy dostrzec wyjątkowość w jego przeciętności?

 

 

Słyszę nieraz od rodziców – Ale przecież my chcemy dać dziecku szansę na zdobycie wszystkiego co najlepsze. Czy jest w tym coś złego? Dlaczego nie powinniśmy wysyłać go na lekcje baletu, tenisa czy pływania? Oczywiście nie popieram tego, aby rodzice ograniczali w dziecku pragnienie rozwoju czy ekspresję wyrażania się. Sprzyjanie rozwojowi, to sposób na uszanowanie jego istoty. Podkreślam tylko, jak ważne jest, byśmy pomagali dzieciom zrozumieć, że ich poczucie własnej wartości nie opiera się na zewnętrznych atrybutach czy osiągnięciach.

 

 

Choć to naturalne, że chcemy, aby dzieci wyróżniały się czymś wśród rówieśników, zwróćmy uwagę, by nie odbywało się to kosztem utraty cudu ich zwyczajności. Kiedy odrzucamy zwyczajność i prostotę naszych dzieci, uczymy je, że tylko to, co wielkie i kolorowe jest godne zauważenia, a przez to one, w przyszłości, wciąż będą gonić za tym „więcej” i „lepiej”.

 

Czytaj Więcej