mundial alerty

Cała prawda o Polakach na zgrupowaniu – PROSTYTUTKI, ALKOHOL I KLUBY NOCNE

Już niebawem pierwszy mecz Polski z Senegalem. Zawodnicy muszą nie tylko ćwiczyć, ale również odpoczywać, w związku z tym reprezentanci kraju dostali jeden dzień wolnego. Wszystko, by trochę odpocząć i się wyluzować. Podobne dni wolnego bywały również podczas zeszłych mistrzostw. Zdradzamy całą prawdę o Polakach na zgrupowaniach – [ZOBACZ CAŁOŚĆ]

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot: pixabay

OGROMNY CIOS dla posiadaczy Audi i BMW! Zapłacą …

Przed importerami ciężkie czasy. Ministerstwo Finansów bierze na celownik samochody w leasingu. Wybór auta kosztującego więcej niż 150 tys. zł stanie się nieopłacalny. Dla wielu marek to uderzenie w najczęściej wybierane modele. Podaje WP Moto.

 

Zakup luksusowego auta na firmę nagle stanie się zdecydowanie mniej korzystną ofertą, niż obecnie. Na razie wszystkie raty za samochód można wliczać w koszty prowadzenia działalności, bez żadnego limitu. Po zmianach krajobraz motoryzacyjny znacząco się zmieni, a stracą tzw. marki premium – BMW, Audi, Mercedes, a nawet Volvo.

Jak podają przedstawiciele polskiego importera Audi, finansowanie w formie leasingu (Audi Perfect Lease) wybiera około połowa klientów niemieckiej marki. To około 6,5 tys. pojazdów rocznie. Warunki są niezwykle korzystne – jeśli auto wycenione jest na 300 tys. zł, miesięcznie płacą oni 3 tys. zł raty, którą i tak odliczają od przychodu. Dla Ministerstwa jest to więc lukratywny cel.

Więcej na WP Moto

Ukraińcy MASOWO rejestrują auta w Polsce – DLACZEGO?

Jak podaje Auto Świat z nieoficjalnych statystyk wynika, iż ponad 40 proc. pojazdów na przejściach granicznych Polski z Ukrainą ma polskie tablice rejestracyjne, chociaż należą do ukraińskich użytkowników.

 

Ukraina dla ochrony własnego rynku przed napływem aut z krajów Unii Europejskiej wprowadziła wysokie opłaty, na które jednak szybko znaleziono sposób.

W Wydziale Komunikacji wystarczy przedstawić umowę na posiadanie 1 proc. wartości pojazdu. Udział polskiego współwłaściciela, to często tylko 100 zł, a od tego nie płaci się już żadnego podatku. Takich przypadków jest coraz więcej. Przykładowo, w powiecie przemyskim na 66 tys. zarejestrowanych samochodów, aż 6,6 tys. ma współwłaścicieli z obu sąsiednich krajów.

 

Są jednak przypadki z powodzeniem nadające się do wpisania do Księgi Rekordów Guinnessa, bo jeden z mieszkańców Podkarpacia ma na swoim koncie ponad 3,3 tys. samochodów zarejestrowanych wspólnie z mieszkańcami Ukrainy. Natomiast nazwisko jego brata widnieje w dowodach rejestracyjnych ponad 1,5 tys. pojazdów.

 

Polskie służby celno-skarbowe śledzą nasilające się zjawisko, ale za względu na bark odpowiednich przepisów, nie są w stanie temu zadziałać. Nie można także zabronić wspólnych rejestracji aut, bo przepisy nie ograniczają ich liczby na jednego właściciela. Straż Graniczna wyliczyła, że od początku roku przeprowadzono milion odpraw takich „ukraińskich samochodów” na polskich tablicach.

 

/Auto Świat

60 TYSIĘCY EURO MANDATU – „będę latał helikopterem”

Czy to możliwe? Fotoradar na wyspach Alandzkich odnotował przekroczenie dozwolonej prędkości o 21 km/h i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby sprawcą nie był najbogatszy mieszkaniec tego archipelagu Andreas Wikloef. Podaje Auto Świat.

 

Z powodu skomplikowanych kryteriów finansowych mandat został wystawiony dopiero po dwóch dniach od tego zdarzenia. Mandaty za przekroczenie prędkości do 20 km/godz. wynoszą w Finlandii 70-155 euro. Należy wyjaśnić, iż w Finlandii kara za przekroczenie prędkości powyżej 20 km/godz. obliczana jest natomiast proporcjonalnie do dochodów kierowcy.

Ponieważ według danych miejscowego urzędu skarbowego miesięczne dochody sprawcy wynoszą 416 463 euro, to od tego została wyliczona proporcjonalna kwota mandatu 63 240 euro.

 

To nie pierwszy taki mandat milionera, który przed pięcioma laty za jazdę z prędkością 77 km/h (obowiązywało 50 km/h) zapłacił mandat 95 tys. euro.
Po tym zdarzeniu milioner zadeklarował, że obecnie przez pewien czas nie będzie jeździł samochodem, ponieważ ma sześć helikopterów, „a tych jeszcze nie łapią na radar”.

/AutoŚwiat

PORSCHE na które Cię stać!

Porsche 924 przez 9 lat produkcji sprzedało się w aż 122 tys. egzemplarzy i w tej klasie był to prawdziwy sukces. Przyczyniła się do tego bardzo atrakcyjna jak na Porsche cena, którą uzyskano dzięki wykorzystaniu wielu podzespołów produkcji VW. 

 

Porsche 924 jest najtańszym używanym Porsche. Dziś koszt używanej „924” waha się od kilku tys. zł za egzemplarz wymagający remontu do kilkunastu tys. zł za auta w bardzo dobrym stanie.

 

Porsche 924 – silnik

Podstawową jednostką napędową jest silnik pochodzący z dostawczego VW LT, ale w Porsche 924 został on znacznie zmodyfikowany. Rzędowa czwórka o pojemności 2 l osiąga moc 125 KM. Aby masa samochodu rozkładała się wzorcowo, skrzynię biegów zintegrowano z przekładnią główną i umieszczono na tylnej osi (układ Transaxle).

 

Porsche 924 – różne wersje

 

Od 1978 r. oferowano również wersję turbo osiągającą 176 KM. Auto z tym silnikiem wyróżnia się charakterystycznymi wlotami powietrza nad zderzakiem i do „setki” rozpędza się w 7,7 s. Wypuszczono też niewielką serię Porsche 924 Carrera GT o mocy 210 KM oraz Carrera GTS o mocy 245 KM. W latach 1986-88 produkowano jeszcze model 924 S wykorzystujący układ napędowy z modelu 944 (150 KM).
Wzorcowe rozłożenie masy auta wpływa na dobre właściwości jezdne. Najlepiej prowadzą się auta wyprodukowane w latach 80. już po gruntownej modernizacji zawieszenia. W eksploatacji zadbane egzemplarze Porsche 924 nie są kłopotliwe, ale czasami dokuczają problemy z uruchomieniem ciepłego silnika.

Więcej na Auto Świat

TRIK na TAŃSZE tankowanie! Wystarczy przy dystrybutorze …

Lepiej na stacji zapłacić za tankowanie 200 zł czy 194 zł? Oszczędność niby niewielka, ale pytanie można zadać inaczej – lepiej na stacji wydać 200 zł tylko na paliwo czy wydać 200 zł i za tę kwotę zatankować tyle samo paliwa i jeszcze kupić kawę? Ta druga opcja jest możliwa, jeśli aktywnie i sprytnie korzystamy z dobrodziejstw nowoczesnej bankowości

To, że banki muszą na nas zarabiać jest oczywiste – po to istnieją. Jednak niekiedy dzielą się z nami swoimi przychodami. Nie bezinteresownie – celem jest przyciągnięcie nowych klientów a dotychczasowych odwiedzenie od planów zmiany banku. Bank zarabia za każdym razem, gdy płacimy kartą.

 

W tym przypadku zarobić możemy i my. Są banki, które zwracają nam określony procent transakcji – 1, 2 lub 3 procent – za każde zakupy. Inne kuszą okazjami w wybranych sieciach sklepów czy stacji benzynowych.
Zobacz, jakie musisz mieć konto, aby korzystać z okazji – rabatów i innych bonusów

 

To gratka przede wszystkim dla kierowców, którzy dużo jeżdżą. Nie dość, że często odwiedzają stacje, to jeszcze każdorazowa płatność jest na wysoką kwotę. Otrzymując trzyprocentowy zwrot za każdą płatność są w stanie miesięcznie „odzyskać” kilkanaście bądź parędziesiąt złotych – i to tylko za tankowanie. Nawet jeśli nie będą to oszałamiające kwoty, to otrzymujemy je za zrobienie czegoś, co i tak zrobić musimy. Nie wymagają żadnego dodatkowego wysiłku – tylko zamiast gotówką płacimy kartą.

 

I w ten sposób w niektórych bankach działają okazje, z których klienci mogą korzystać. Czasem może to być jednorazowy bonus w postaci 20 zł za skorzystanie z konkretnej sieci stacji, innym razem zwrot trzech procent wydanych pieniędzy. I wszyscy są zadowoleni – sieć stacji, bo przyjechałeś właśnie do nich, bank, bo zarobił na tym, że zapłaciłeś kartą, a ty, bo taniej zatankowałeś i umyłeś samochód.

 

Warto pamiętać, że niekiedy trzeba aktywować daną okazję w serwisie transakcyjnym banku. Potrzeba do tego paru kliknięć, nie jest to czasochłonne, jednak bez tego bonusy mogą nie zostać nam naliczone.

 

/AUTO ŚWIAT, Mbank

Jeździsz DIESLEM? Zapłacisz WYSOKĄ KARĘ!

Ministerstwo infrastruktury poważnie przymierza się do zaostrzenia kar wobec kierowców usuwających filtry i katalizatory. Okazuje się, że podobne pomysły ma Nowoczesna, która zgłosiła już projekt nowelizacji zakładający grzywny do 5 tys. zł i wyłączenie z ruchu aut z wyciętymi filtrami cząstek stałych.

 

Kilka dni temu Gazeta Wyborcza dotarła do raportu o skali problemu usuwania z samochodów filtrów cząstek stałych. Opracowanie przygotował Instytut Transportu Samochodowego na zlecenie resortu Infrastruktury. Zawiera ono rekomendację dla rządu, jak należy ukrócić proceder wycinania filtrów cząstek stałych.

„Problem usuwania filtrów cząstek stałych dotyczy całej Europy, ale w Polsce, ze względu na największy w Unii Europejskiej import samochodów używanych, występuje w bardzo dużej skali. (…) Emitowane przez transport zanieczyszczenia są w przypadku usunięcia DPF ekstremalnie niebezpieczne dla zdrowia” – czytamy w raporcie. Mimo to, jak dotąd rząd nie zapowiadał żadnych inicjatyw, które miałyby ukrócić proceder wycinania filtrów.

Jak dotąd, rząd uprzedziła w tej kwestii „Nowoczesna”. Klub poselski partii na początku czerwca wniósł do Sejmu projekt nowelizacji ustawy Kodeks Wykroczeń oraz ustawy – Prawo o ruchu drogowym. Jego celem ma być wprowadzenie surowszych sankcji dla kierowców za poruszanie się samochodami z niesprawnym albo wyciętym filtrem cząstek stałych. Partia proponuje także wprowadzenie kar dla firm, które oferują usługi wycięcia albo modyfikacji filtra cząstek stałych.

Według posła Nowoczesnej, Marka Szolca transport drogowy „w zdecydowanej większości składa się ze zdezelowanych, starych i zużytych samochodów, często sprowadzanych zza zachodniej granicy”. Dodał, że „nagminne jest wycinanie filtrów cząstek stałych” z samochodów z silnikami wysokoprężnymi. „Takie samochody emitują ogromne ilości zanieczyszczeń, (…) niestety nie spotyka się to z żadną sankcją, (…) co najwyżej może być to mandat 500 zł” – podkreślił Szolc.

 

Poinformował, że Nowoczesna proponuje zwiększenie sankcji za takie wykroczenia do 5 tys. zł oraz wyłączanie z ruchu drogowego samochodów (10-krotny wzrost kary), w których „kontrola policji ujawni, że został z nich wycięty filtr cząstek stałych”. Szolc wyraził nadzieję, że rząd „z uwagą spojrzy” na ten projekt ustawy, gdyż jest on zgodny z rekomendacjami Instytutu Transportu Drogowego.

 

/Auto Świat

ZABIŁ GO … system BEZKLUCZYKOWY! Zobacz jak! [Wideo]

Coraz więcej osób ponosi śmierć z powodu źle używanego bezkluczykowego systemu odpalania samochodu. „New York Times” potwierdził już kilkadziesiąt przypadków zgonów kierowców.

 

Kierowca wjeżdża do garażu samochodem z bezkluczykowym systemem obsługi. Parkuje, w kieszenie zabiera ze sobą pilota i wydaje mu się, że wyłączył samochód. Tymczasem silnik pracuje, wypełniając garaż i przyległy dom trującym tlenkiem węgla.

Redakcja poleca: Nie będzie nowych fotoradarów
Potwierdzono już kilkadziesiąt przypadków zgonów kierowców (w tym 28 w samych Stanach Zjednoczonych), którzy zapomnieli zgasić auta i zatruli się spalinami. Problem dotyczy przede wszystkim samochodów z cicho pracującymi silnikami. Teoretycznie system wie, że kierowca wysiadł, ale nic z tym nie robi. Niektórzy producenci instalują różne systemy ostrzegawcze.

– Tlenek węgla jest gazem bezbarwnym, nie ma zapachu i jest bardzo toksyczny. Doprowadza do silnych zatruć, a nawet do śmierci – wyjaśnia asp. Mariusz Dragan z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie

 

/MOTOFAKTY